Na regaty?! Samolotem!

Po pierwsze bardzo przepraszam, że nic nie napisałem od 1,5 miesiąca.

Trzy dni po rozpoczęciu roku szkolnego, siedziałem w samochodzie, kiedy Tata powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. Zacząłem strzelać: „nowy żagiel??”, „laptop??”. Okazało się, że moje podpowiedzi nawet nie przypominały prawdy. Tacie chodziło o wycieczkę na Bermudy! Nie mogłem uwierzyć, kiedy dodał, że mam lecieć przez pół świata sam!

Na początku stanowczo powiedziałem, że nie lecę. Wtedy tata wyjaśnił mi, że jako mistrz Polski, zostałem zaproszony na regaty o nazwie RenaissanceRe JUNIOR GOLD CUP, organizowane przez Royal Bermuda Yacht Club (RBYC). Klub ten rokrocznie zaprasza kilkudziesięciu najlepszych w klasie OPTIMIST zawodników z poszczególnych krajów świata. Dla każdego z zaproszonych był to więc ogromny zaszczyt.

Godzinę później pojechaliśmy z tatą i mamą do portu, gdzie spotkaliśmy pana Darka, który przekonał mnie, żebym się jednak zgodził.

Cały miesiąc dzwoniliśmy do osób, które coś wiedzą na temat lotu na Bermudy z długą rurą z żaglem. Pisaliśmy też e-maile do mojej „host family”, czyli rodziny u której miałem zamieszkać na czas regat.

W końcu przyszedł czas na ,,mój podbój wielkiego świata”. Odlot do Londynu Luton z Gdańska o trzeciej rano pewnej jesiennej nocy. Na szczęście do Londynu leciał ze mną brat i jego narzeczona. Na miejscu trzeba było przejechać autokarem do London Gatwick Airport. Tam spotkał się z nami na z lotnisku syn mojego ojca chrzestnego – Piotrek. Spędziliśmy trzy godzin w terminalu, aż w końcu musieli mnie zostawić! Teraz zaczęły się schody… Kontrola bagażu podręcznego i odnalezienie mojej bramki – 54. Kontrola paszportowa. Wejście do samolotu – Boeing 777er (jak 49er) przez długą tubę. W drzwiach powitała mnie stewardesa, która wskazała mi moje miejsce. Przez pół godziny wpatrywałem się w okno i oglądałem inne samoloty. Mój samolot był baaardzo wygodny. Monitor przed twarzą, kocyki, słuchawki i poduszki na siedzeniach. Stewardesy roznoszą jedzenie. Wszystkie są bardzo miłe.

W końcu oderwaliśmy się od ziemi. Byłem zestresowany. Myślałem sobie, „W co ja się wpakowałem?!”. Całą drogę nie odważyłem się dotknąć tego monitora. Jakiś steward ze mną rozmawiał. Wyglądał na Włocha. Kiedy powiedziałem mu, że byłem na regatach w Lignano Sabbiadoro krzyknął „Aaa, Lignano, nice place!!”. Kazał mi wypełniać jakąś ankietę. Poznał mnie z całą załogą. Na koniec życzył mi powodzenia i się ze mną pożegnał. Na miejscu, kazał jakiemuś panu  odprowadzić mnie do kontroli paszportowej. Pan spytał mnie„Hłoau??”. Musiał to powtarzać trzy razy, zanim skumałem, o co pyta i mu odpowiedziałem. Stwierdził, że słabo mówię po angielsku, więc przeprowadził mnie poza kolejką.

Zacząłem szukać swoich bagaży. Gdy skończyłem, odprowadził mnie do wyjścia, gdzie spotkałem Julie, Malcolma i Benna Smith. Przywitałem się i pojechaliśmy do ich domu.

Pierwsza noc minęła nie spokojnie. Myślałem o tym, że mógłbym siedzieć teraz w Gdyni i rozmawiać z rodzicami. W końcu zasnąłem.

Budzę się. Spadam na,,pysk” z wysokiego łóżka (nie dosięgałem nogami podłogi). Rozglądam się po pokoju. Nikt nie widział. Ubrałem się. Zadzwoniłem do taty. Zszedłem na dół. Nikogo nie było w domu. Błąkałem się po jednopiętrowym budynku przez godzinę, aż pojawiła się pani Julie. Bardzo się ucieszyłem, ponieważ byłem głodny, a nie wiedziałem, czy mogę sobie wziąć. Dostałem francuskie tosty z dżemem. Były baaardzo dobre.

Właśnie mieliśmy iść do portu. Spakowałem się i pojechaliśmy do RBYC. Tam spotkałem pana Toma, który pomógł mi wybrać łódkę (McLughlin), płetwy (FarEast) i rury (BlackGold). Wszystko złożyłem i postawiłem żagiel w łódce. Potem poznałem pierwszego zawodnika. Nazywał się Justin i pochodził z Kanady. Następnie Tomi (ARG), Damian (SUI), Douglas (IRL), Chase (BER), Mailo (GBR), Mauricio (MEX), Pagie (ISV). Następnego dnia przyjechało więcej zawodników.

C . D . N .

Dodaj komentarz

Adres elektroniczny nie będzie publicznie widoczny.

*

*