Górki po Górkach – najstraszniejszy i najfajniejszy trening w moim życiu

W zeszłym tygodniu, albo dwa tygodnie temu… na zgrupowaniu w Górkach zachodnich przeżyłem trening przy 6 Bf.

Na początek ósemka, trójkąt zwroty i potem straszna męczarnia… – długa halsówka. Na początku szło mi całkiem nieźle, ale gdy siła wiatru wzrosła zacząłem nie wyrabiać z powodu mojej wagi i wzrostu.

Gdy dopłynęliśmy do takiej jednej boi, po chwilce odpoczynku rozpoczęliśmy pływanie na pełnym. Mieliśmy ominąć trenera i zrobić tam rufę, ale to nie było takie proste… Wiatr jeszcze się wzmógł, a trener ustawił się 10 m od kamiennego brzegu. Pobiłem chyba mój osobisty rekord prędkości na Optimiście. Z tą prędkością płynąłem 5 m od skalistego brzegu i miałem zrobić rufę. Ster mi wyrywało tak, że gdybym go puścił – roztrzaskałbym się o kamienie. Poziom adrenaliny wzrósł i ogarnął  mnie strach. Łódka w życiowym ślizgu, kamienie 5 m obok burty, strach, wyrywający się ster… – to jest to, co Adasie lubią najbardziej!

Kiedy w końcu udało mi się zrobić zwrot (pociągnąłem za szoty i machnąłem sterem), prawie się wywaliłem – woda dosięgła numerów na żaglu. Puściłem wszystko, rzuciłem się na burtę i zacząłem się do niej przytulać z radości, że nie przybyło mi dziur w łódce. Potem popłynąłem dalej.

Na koniec treningu trener pozwolił mi i Michałowi popływać w kółko na półwietrze. Było super!!

Po zejściu z wody kolega powiedział, że jak robiłem tamtą rufę to wykonałem piękną ewolucję.

Tak skończył się jak dotąd NAJSTRASZNIEJSZY i NAJFAJNIEJSZY trening w moim życiu.

Dodaj komentarz

Adres elektroniczny nie będzie publicznie widoczny.

*

*